{# Odcinek 2: Scout — Tajemnica Trzech Palców #}
{% from '_macros/image.html.twig' import picture %}
{# ===== SCENA 1: Noc przy biurku ===== #}
Była druga w nocy, ale Scout nie mógł zasnąć. Siedział przy biurku w ciepłym świetle lampki nocnej, na nadgarstku lśniła nowa niebieska bransoletka, obok leżała rozłożona stara mapa Tropo. W swoim ulubionym notesie rysował ślady trzech palców — raz za razem, jakby nieustanne powtarzanie mogło je wyjaśnić.
— Trzy palce, okrągłe odciski. Kto w całym Tropo chodzi na trzech palcach? Szepnął do siebie a jego głos brzmiał w pustym pokoju jak tajemniczy dźwięk.
Przesunął palcem po rysunkach na mapie — ścieżki, różne budynki, gęsty las. I wtedy zauważył w samym rogu coś, czego wcześniej nie widział. Mały, precyzyjny symbol były to cztery koła splecione ze sobą. Ten sam, który widniał na znalezionej skrzynce pod dębem.
— Ten symbol jest też na mapie! wykrzyknął cicho, a jego czarny nos zadrżał z wrażenia.
Wziął swoją lupę i przysunął ją blisko do papieru. Nagle lupa zamigotała — słabo i niepewnie, jak świeczka na wietrze. Scout zmrużył oczy i przysunął pysk jeszcze bliżej. Pod migoczącym światłem powoli zaczęły pojawiać się litery — ukryty tekst, niewidoczny gołym okiem.
— Dawaj... dawaj...— ponaglał lupę drżącym głosem.
Migotanie słabło i wracało w nieregularnym rytmie. Musiał cierpliwie przechylać lupę i szukać odpowiedniego kąta. W końcu odczytał zdanie:
„Szukaj tam, gdzie kamienie mówią."
W tej samej sekundzie lupa zgasła i znów stała się zwykłym, zimnym kawałkiem szkła. Scout natychmiast zapisał te dziwne słowa w notesie i zamyślił się głęboko.
— Gdzie kamienie mówią... Przecież kamienie nie mówią. Kamienie to kamienie.
Przewrócił się na łóżko i zapatrzył się w sufit. Góry? Jaskinia? Mur za szkołą? Zamknął oczy — i wtedy w tej ciszy usłyszał w głowie ciepły, kojący głos babci. Dawno temu, gdy był nieporadnym szczeniakiem, szli razem przez rynek i babcia zatrzymała się przy fontannie: „Kiedyś szumiała, wiesz? Ludzie mówili, że kamienie w niej opowiadają historię Tropo. Ale to było dawno."
Scout otworzył oczy i usiadł prosto jak struna. Jego czarny nos zadrżał z emocji.
— Fontanna! Kamienie, które mówią — to musi być ta stara fontanna na rynku!
Rano biegł przez miasteczko. Powietrze było jeszcze rześkie i chłodne, ulice zupełnie puste, a całe Tropo dopiero przeciągało się senne, budząc się do życia w bladoróżowych promieniach słońca. Stara kamienna fontanna stała na środku rynku dokładnie tak, jak zawsze — sucha, porośnięta miękkim, zielonym mchem i otoczona głęboką ciszą. Wyglądała na bardzo zapomnianą, jakby od stu lat nikt nie szepnął do niej ani jednego miłego słowa.
Scout obiegnął fontannę trzy razy, mrużąc oczy i uważnie badając każdy kamień. Dopiero na trzecim okrążeniu, gdy poranne słońce padło pod odpowiednim kątem, zauważył go — jeden z kamieni był zupełnie inny.. Był wyraźnie ciemniejszy, mniejszy i miał na sobie symbol czterech splecionych kół, ledwo widoczny pod warstwą mchu.
— Jest! Ten sam tajemniczy symbol!- zawołał, a jego ogon zamerdał z ogromną radością.
Nacisnął kamień drżącą łapą. Cofnął się z cichym kliknięciem a na dnie fontanny, pomiędzy suchymi liśćmi, wysunęła się mała, ukryta szuflada.
— Tajne schowki w starej fontannie?! Kto to wszystko zbudował?! — Scout nie mógł wyjść z podziwu.
W szufladzie leżał stary mosiężny klucz i starannie złożona karteczka. Wyciągnął oba znaleziska i odczytał zagadkowe słowa:
„Ten klucz otwiera drzwi, których nie widać. Szukaj tam, gdzie książki śpią."
Na dole karteczki widniał symbol czterech splecionych kół.
— Gdzie książki śpią...— powtórzył Scout, drapiąc się za uchem.
Przeczytał to zdanie jeszcze raz. I kolejny. Wiedział, że ta zagadka wymaga kogoś o niezwykłej wiedzy. Sam tego nie rozwiąże, ale znał kogoś, kto czyta więcej książek niż ktokolwiek inny w całym Tropo.
{# --- Separator --- #}W parku Scout pokazał swojej drużynie klucz i kartkę.
— „Gdzie książki śpią" — przeczytał na głos uroczystym tonem. — Myślałem nad tym przez pół nocy — powiedział, patrząc na Echo. — Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, co to dokładnie znaczy.
Echo wziął kartkę i przeczytał w ciszy. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jakiś odległy punkt ponad głowami pozostałych przyjaciół, jakby szukał odpowiedzi.
— Jest tylko jedno takie miejsce w całym Tropo — powiedział w końcu spokojnym, niskim głosem. — Zapomniane przez wszystkich. Zamknięte od wielu długich lat, bo nikt już tam nie zaglądał. Miejsce, gdzie książki leżą w ciemności i nikt ich nie otwiera. To stara, opuszczona biblioteka na skraju miasteczka.
— BIBLIOTEKA! — krzyknął Blitz. — Byłem tam! Biegałem obok! Ale pamiętam, że na wielkich drzwiach wisi ogromna kłódka!
Nova badała klucz przez swoje gogle, obracając go w zwinnych palcach z wielką uwagą.
— Ten klucz jest naprawdę stary. Patrzcie, jaki zielony i szorstki. Leżał tu bardzo długo.
— Skoro biblioteka jest zamknięta na kłódkę... a my mamy klucz — zaczął cicho Echo, mrużąc oczy.
— Kartka wyraźnie mówi: „otwiera drzwi, których nie widać." wtrącił Scout. Nie główne drzwi. Drzwi ukryte — których nikt postronny nie zauważy.
— Ukryte drzwi w starej bibliotece?! — Nova aż podskoczyła.
— To NA CO CZEKAMY?! — wykrzyknął Blitz i zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć pędził już w stronę miasta.
Stara biblioteka stała przy uliczce za rynkiem — ceglany budynek był porośnięty gęstym bluszczem, okna były zabite deskami a na dębowych drzwiach wisiała ogromna, kłódka, pilnująca dostępu do środka. Wyglądała jak miejsce, o którym miasteczko postanowiło zapomnieć.
— Przy fontannie jeden kamień był inny — przypomniał Scout. — Ciemniejszy i mniejszy. Szukajmy tutaj wyjątkowej cegły, która za nic nie pasuje do całej reszty muru.
Drużyna natychmiast się rozdzieliła. Blitz obiegł budynek trzy razy. Nova świeciła swoją fioletową lampą wzdłuż każdej ściany. Echo przykładał ucho do cegieł i stukał — powoli, uważnie, jak ktoś kto wie, że pośpiech tu nie pomoże. Jednak przez długi czas nie znaleźli zupełnie nic.
— Nie ma żadnej innej cegły! — krzyknął Blitz z drugiej strony budynku. Wszystkie są tak samo stare.
I wtedy Scout to poczuł.
Niezwykły, intensywny zapach. Ten sam, który poczuł przy dziwnych śladach — stare drewno, papier, coś ciepłego i znajomego. Tu był mocniejszy. Tak mocny, że Scout zatrzymał się w pół kroku, a jego psi nos zadrżał gwałtownie.
— Znam ten zapach! — Przycisnął nos do ziemi. — Czuję go od wczorajszego popołudnia, ale tutaj unosi się dosłownie wszędzie...
Szedł powoli wzdłuż ceglanej ściany, trzymając nos przy samym murze i nie zważając na to, że wygląda pewnie bardzo śmiesznie. Reszta zaciekawionej drużyny milczała i patrzyła na niego z ogromnym napięciem. Scout zatrzymał się nagle przy jednej, konkretnej cegle. Na pierwszy rzut oka wyglądała dokładnie tak samo jak pozostałe tysiące cegieł. Była jednak lekko pęknięta, a mały, odłamany kawałek zostawił w niej nieregularną dziurę. Wyglądało to jak zwykłe, przypadkowe uszkodzenie starego, kruszącego się muru.
Ale to właśnie stamtąd płynął ten tajemniczy zapach.
Przysunął swoją lupę do dziury. Lupa zamigotała — słabo, niepewnie. To jednak wystarczyło. W tym krótkim, błękitnym błysku światła zdążył dostrzec coś ukrytego głęboko w ciemności.
— Tu jest zamek! zawołał z ogromnym zachwytem. Ukryty w środku. Z zewnątrz wygląda jak zwykła, zniszczona cegła, ale wewnątrz kryje się dziurka na nasz klucz!
Scout wsunął ciężki, mosiężny klucz do ukrytego otworu. Obrócił go powoli, a w ciszy rozległ się głęboki, metaliczny zgrzyt. Cały fragment ściany cicho się przesunął, odsłaniając wąskie, tajemnicze przejście i schody w dół.
— PODZIEMNE PRZEJŚCIE! — krzyknęła Nova.
— Idę pierwszy! — Blitz już stał w progu.
— Nie — powiedział spokojnym, niskim głosem Echo. — Pierwszy idzie Scout. To jest jego odnaleziony trop.
Scout wszedł pierwszy. Z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej, Na pierwszym schodku niebieski kamyk w jego kieszeni stał się nagle przyjemnie ciepły. Tylko na jedną, krótką chwilę. Scout zszedł kilka stopni niżej. Robiło się coraz ciemniej. Zapach ciągnął w dół, ale on nic nie widział. Ostrożnie sprawdzał każdy kolejny schodek, szukając oparcia.
I wtedy Blitz stojący na górze popatrzył na swój nadgarstek.
— Moja bransoletka... ona ŚWIECI!
Nova i Echo natychmiast spojrzeli na swoje — pomarańczowa, fioletowa, zielona. Wszystkie trzy migotały.
— Scout nas potrzebuje — stwierdził stanowczo Echo.
Zbiegli szybko po schodach. Światło oświetliło nierówne stopnie — i Scouta, który stał nieruchomo na samej krawędzi głębokiej wyrwy w posadzce, z jedną łapą zawieszoną w powietrzu.
— Jeszcze jeden mały krok i wpadłbym w dół — powiedział cicho a jego głos lekko drżał.. Popatrzył na ich nadgarstki. — Skąd wiedzieliście że jestem w niebezpieczeństwie?
— My nie wiedzieliśmy — odpowiedział Blitz, uśmiechając się szeroko. — Ale te magiczne bransoletki wiedziały to doskonale.
Schody zaprowadziły ich prosto do tajemniczej piwnicy ukrytej głęboko pod fundamentami starej biblioteki. Był to mały, mocno zakurzony pokój, w którym czas zdawał się zatrzymać wiele, wiele lat temu. Na środku stał masywny, dębowy stół, wokół niego cztery wygodne krzesła, a całą jedną ścianę zajmowała olbrzymia tablica korkowa. Była ona gęsto pokryta pożółkłymi zdjęciami, wyblakłymi mapami i kolorowymi sznurkami, które łączyły różne punkty w niezwykle skomplikowane, pajęcze wzory. A na samym środku stołu, w równym rzędzie, leżały cztery wiekowe, skórzane notesy. Każdy z nich miał inny, wyrazisty kolor: niebieski, pomarańczowy, fioletowy i zielony.
— Cztery notesy. W naszych kolorach — powiedział Scout.
— To była czyjaś sekretna baza — powiedział cicho Echo, rozglądając się powoli. — Ktoś tu się spotykał bardzo, bardzo dawno temu.
Scout wziął niebieski notes i otworzył. Na pierwszej stronie widniał ręczny napis: „Notes Tropiciela."
— Tropiciel miał niebieski notes. Jak ja.
— Fioletowy! „Notes Wynalazcy"! — Nova przycisnęła notes do piersi, jakby już do niej należał.
— Pomarańczowy! „Notes Sprintera!" — Blitz przewracał strony w zawrotnym tempie.
— A zielony... „Notes Strażnika Wiedzy" — powiedział cicho Echo, trzymając swój notes obiema rękami.
Scout wpatrywał się w zdjęcia. Na jednym dostrzegł cztery postacie, które stały przed starą fontanną — tą samą, przy której znalazł klucz. Kameleon, lis, wydra, sowa. Kameleon trzymał lupę — była znacznie większa niż ta Scouta, ze świecącym niebieskim szkłem. Obok niego stał lis w butach ozdobionych błyskawicami, które na zdjęciu zdawały się sypać prawdziwymi iskrami. Wydra nosiła gogle z fioletowymi soczewkami a sowa trzymała pióro, które samo świeciło.
— Lupa, buty, gogle, pióro — powiedział cicho Scout. — Są niemal identyczne jak nasze. Ale ich przedmioty wyglądają... o wiele mocniej. Jakby posiadały ukrytą, wielką moc.
Echo pochylił się nad zdjęciem.
— Camo, Zip, Zumi, Veda — przeczytał powoli. — Ich przedmioty wyglądają, jakby miały w sobie coś więcej.
Scout odruchowo dotknął swojej lupy ukrytej w niebieskiej kieszeni. Była zimna. Zwyczajna. Ani przez chwilę nie świeciła tak jak ta na fotografii. Poczuł małe ukłucie zawodu, ale też wielką ciekawość.
Echo wciąż wpatrywał się w zdjęcie. Potem otworzył dziennik na stronie z rysunkiem śladów.
— Kameleon, lis, wydra, sowa — powiedział cicho. — Żadne z nich, absolutnie żadne, nie ma trzech palców.
Czwórka przyjaciół usiadła wokół stołu i zaczęła czytać. Każdy notes wypełniony był po brzegi niesamowitymi przygodami — zagadkami, niebezpiecznymi wyprawami i odkryciami opisanymi żywym, pospiesznym pismem, ale w pewnym momencie te fascynujące opowieści kończyły się nagle. Ostatni wpis w niebieskim notesie brzmiał:
„Piękny dzień. Znaleźliśmy nową ścieżkę za wodospadem. Jutro sprawdzimy, dokąd prowadzi."
Potem — nastąpiły już tylko puste strony. Białe i ciche jak nieodkryta tajemnica.
— Dlaczego przestali? — zapytał cicho Blitz. Pierwszy raz tego dnia bez krzyku.
Nikt mu nie odpowiedział.
{# --- Separator --- #}Scout stał przy tablicy i patrzył na zdjęcia. I wtedy zobaczył coś, co nie pasowało. Na ścianie obok tablicy — był ślad świeżej kredy. Ktoś narysował na cegle cztery splecione koła. Musiał to zrobić niedawno bo kreda jeszcze się nie starła.
— Patrzcie. Ten symbol, kolejny raz tu jest. Był na skrzynce, na mapie, na fontannie. I teraz tutaj — świeżą kredą.
Echo otworzył dziennik i przejrzał swoje rysunki.
— Tego symbolu nie ma w notesach — powiedział powoli. — Ktoś go narysował później.
— Więc ktoś tu wraca — powiedziała Nova.
— Ktoś tu bywa do dziś — poprawił ją Echo. — Kreda jest przecież świeża.
Zapach stał w powietrzu. Scout odwrócił się od tablicy. Za starą szafą z książkami był korytarz. Zapach szedł właśnie stamtąd — mocniej niż gdziekolwiek.
— Tam coś jest powiedział zdecydowanym głosem Scout.
— Skąd wiesz? — zapytała zdziwiona Nova.
— Czuję to.
Zrobił krok w stronę korytarza. Niebieski kamyk w kieszeni znów zrobił się ciepły. Tym razem był pewien.
Reszta poszła za nim. Nikt nie musiał nic mówić.
Korytarz był wąski i ciemny. Bransoletki migotały cicho, oświetlając ceglane ściany. Zapach gęstniał z każdym krokiem — stare drewno, papier, coś ciepłego i głębokiego jak wspomnienie.
Kiedy korytarz nagle się skończył, oczom przyjaciół ukazał się widok, który zaparł im dech w piersiach. Znaleźli się w malutkim pokoju. Regały, uginające się pod ciężarem niezliczonych, grubych ksiąg, sięgały aż po sam sufit, niknąc w mroku. Na małym stoliku stała staroświecka lampa naftowa, a jej szklany klosz był wciąż gorący, rzucając na ściany drżące blaski.
Długi ogon, skóra, która zmieniała kolor w świetle bransoletek — z zielonego na brązowy, z brązowego na szary, jakby nie mogła zdecydować, czym chce być. Duże, spokojne oczy z okrągłymi źrenicami.
Scout zatrzymał się. Serce waliło mu jak młotem. Zapach był teraz wszędzie — bo szedł od niego. To ta sama postać co na zdjęciu. Kameleon.
Postać podniosła głowę i popatrzyła na czwórkę. Potem — uśmiechnęła się.
— Czekałem na was młodzi tropiciele — powiedział cicho. — Cieszę się, że mnie znaleźliście. Jestem Camo.
Tej nocy Scout zapisał w swoim notesie:
„Dzień 2. Lupa migotała na mapie. Znalazłem tajny schowek w fontannie i klucz do podziemia pod biblioteką. Notesy — ktoś tu był przed nami. Cztery zwierzęta, cztery notesy, cztery kolory. Jak my. Na zdjęciu ich przedmioty świeciły. Nasze nie. Na schodach bransoletki zaczęły świecić — nie wiemy, dlaczego. I na końcu korytarza — kameleon ze zdjęcia. Camo. Siedział tam i czekał. Zapach — ten sam co na śladach, ten sam co na lupie. To od niego. Ale ślady miały trzy palce, a on jest kameleonem. Coś tu nie pasuje."{# --- Separator --- #}
KONIEC ODCINKA 2
Drużyna TROPO wróci w: „Strażnik Tropów"
🐾 Misja dla Ciebie!
A Ty wiesz, gdzie jest biblioteka w Twoim mieście? Byłeś tam kiedyś? Idź z kimś bliskim i zobacz, ile tam jest książek. Może znajdziesz tam swoją ulubioną historię — taką, która czekała właśnie na Ciebie!