{# Odcinek 6: Echo — Głos Wielkiego Dębu #} {# ===== SCENA 1: W bibliotece ===== #}
Camo siedzi w fotelu w bibliotece i opowiada o wielkim dębie. Czwórka bohaterów słucha uważnie. Ciepłe światło lampki naftowej.
Tego dnia Camo nie powiedział „twoja kolej". Siedział w fotelu w bibliotece i opowiadał o wielkim dębie.
— Najstarsze drzewo w Tropo — mówił. — Stoi tam dłużej, niż ktokolwiek pamięta. Dłużej niż ja. Dłużej niż fontanna, niż latarnia, niż ta biblioteka.
Zamilkł.
— Mówią, że dąb pamięta wszystko, co się wydarzyło w Tropo. Każdą przygodę. I każdą chwilę, kiedy coś poszło nie tak.
Echo zamknął dziennik, który właśnie czytał. Wstał.
— Pójdę do niego.
— Idziemy z tobą — powiedział Scout.
— Chcę poszukać sam. Potrzebuję ciszy.
Blitz otworzył usta, żeby zaprotestować, ale Nova położyła mu łapę na ramieniu. Scout popatrzył na Echo i skinął głową.
— Spotkajmy się wieczorem pod fontanną — powiedział Scout. — Opowiesz nam, co znalazłeś.
Camo nic nie dodał.
{# --- Separator --- #}Wielki dąb stał w parku, jak zawsze.
Echo usiadł pod drzewem. Było popołudnie. Ciepło. Patrzył na korę dębu — grubą, popękaną, pełną wzorów. Obszedł pień dookoła. Popatrzył w górę. I wtedy coś zobaczył. Wysoko, mniej więcej w połowie pnia, było coś, co nie wyglądało jak kora. Coś prostokątnego. Ciemnego. Prawie niewidocznego.
Zaczął się wspinać. Żółw na drzewie to nie jest łatwa sprawa. Ale szedł powoli, gałąź po gałęzi. Kiedy dotarł na miejsce, zobaczył. Małe drewniane drzwiczki, tak samo ciemne jak kora. Na froncie wyrzeźbiona sowa.
Echo (żółw) na pniu wielkiego dębu, tuż przed małymi drewnianymi drzwiczkami z rzeźbą sowy, ciemnymi jak kora.
Pociągnął za drzwiczki. Otworzyły się łatwo. Za nimi była dziupla pełna dzienników. Nie jeden, nie dwa. Dziesiątki. Zeszyty, kartki powiązane sznurkiem. Niektóre tak stare, że papier się kruszył. Na każdym to samo pismo. Veda pisała latami.
Echo siedzi w rozwidleniu grubych gałęzi dębu, otoczony dziesiątkami starych dzienników. Czyta zeszyt Vedy, pochłonięty historią. Słońce prześwituje przez liście.
Echo usiadł w rozwidleniu grubych gałęzi, oparł się o pień i zaczął czytać.
{# --- Separator --- #}Historia Tropo zapisana rok po roku. Pory roku, nowe ścieżki, stare tajemnice, zmiany w miasteczku. Veda opisywała wszystko. Fontannę, gdy jeszcze szumiała. Latarnię, gdy jeszcze świeciła. Tropo pełne życia.
Najstarsze dzienniki były sprzed drużyny — Veda pisała, zanim poznała Camo, Zipa i Zumi. Echo czytał i czytał. Tracił poczucie czasu.
A potem wziął do ręki ostatni dziennik. Zielona okładka. Na pierwszej stronie:
„Dziennik Vedy. Strażnik Wiedzy. Rok drużyny."{# --- Separator --- #}
Veda pisała o przyjaźni. O wspólnych wyprawach. O tym, jak Zip biegał szybciej niż wiatr. Jak Zumi budowała rzeczy z niczego. Jak Camo tropił ślady lepiej niż ktokolwiek.
„Dzień 47. Camo znalazł jaskinię za wodospadem. Mówi, że to najważniejsze miejsce w Tropo. Musimy tam pójść razem."
„Dzień 51. Zumi naprawiła most nad strumieniem. Zip przebiegł po nim trzy razy dla pewności. Camo powiedział, że to najlepszy most, jaki widział. Zumi się zarumieniła — nie wiedziałam, że wydry się rumienią."
„Dzień 68. Camo mówi, że musimy zrobić coś ważnego. Razem. Wszyscy czworo. Mówi, że Tropo tego potrzebuje. Nie wiem jeszcze co. Ale ufam mu."
Echo uśmiechnął się. Potem przewrócił kilka stron. Wpisy się zmieniały. Coraz krótsze. Coraz smutniejsze.
„Dzień 81. Camo nie przyszedł na spotkanie. Czekaliśmy dwie godziny."
„Dzień 85. Znów bez Camo. Zip jest smutny. Zumi milczy."
„Dzień 91. Camo mówi, że przyjdzie jutro. Zip mówi, że nie wierzy."
„Dzień 97. Zip nie przyszedł. Pierwszy raz."
„Dzień 100. Zumi powiedziała, że ma inne sprawy. Zostaliśmy z Camo we dwoje. Ale Camo prawie tu nie bywa."
Ostatnia strona. Pismo drżące. Mniejsze niż zwykle.
„Dzień 103. Camo nie przyszedł. Czekałam. Nie przyszedł. Chyba nie przyjdzie."
Puste strony.
{# --- Separator --- #}Echo zamknął dziennik. Podniósł głowę i zobaczył gwiazdy.
Było ciemno. Nie wiedział, kiedy zaszło słońce. Czytał tak długo, że zapomniał o wszystkim. O drużynie. O domu. O całym świecie.
— O nie — powiedział cicho. — Mieliśmy się spotkać wieczorem.
Był wysoko na drzewie i nie widział gałęzi pod sobą.
Noc. Trzy bransoletki — niebieska, pomarańczowa, fioletowa — rozbłyskują jednocześnie w trzech różnych domach w Tropo. Scout, Blitz i Nova patrzą na swoje nadgarstki.
Ale w tym samym momencie, w trzech domach w Tropo, trzy bransoletki rozbłysły.
Scout spojrzał na nadgarstek. Potem na zegarek. Była dziewiąta wieczór. Echo poszedł do dębu po południu.
U Blitza bransoletka pomarańczowa. U Novy fioletowa. Wszystkie trzy świeciły.
Nie musieli dzwonić. Nie musieli się umawiać. Wybiegli z domów i pobiegli w tę samą stronę — do parku.
{# --- Separator --- #}Scout dotarł pierwszy. Wielki dąb stał czarny na tle nieba.
— ECHO?! — krzyknął.
— Tu jestem! — głos z góry. Słaby. — Nie widzę, jak zejść.
Nova poświeciła lampą w górę, ale było za wysoko. Blitz próbował się wspiąć, ale ześlizgnął się po korze.
Scout wyciągnął lupę i poświecił na pień. Niebieskie światło pokazało ślady pazurów na korze — Echo wspinał się tędy.
Noc pod dębem. Scout świeci lupą w górę po pniu — niebieskie światło ujawnia ślady pazurów na korze. Echo siedzi wysoko w rozwidleniu gałęzi. Nova oświetla drogę lampą, Blitz czeka z rozłożonymi łapami.
— Widzę ślady! — krzyknął Scout. Poprowadził światło lupą w górę, od śladu do śladu, aż znalazł Echo siedzącego w rozwidleniu gałęzi. — Widzę cię! Echo, posłuchaj. Prawa noga — jest gałąź tuż pod tobą, dziesięć centymetrów w prawo.
Echo przesunął nogę. Znalazł.
— Teraz lewa — niżej, przy sęku.
Nova włączyła lampę i oświetlała kolejne gałęzie. Scout kierował lupą. Blitz stał na dole z rozłożonymi łapami.
— Jak spadniesz, to cię złapię! — krzyknął Blitz.
— Wolałbym nie spadać — odpowiedział Echo.
Krok po kroku. Gałąź po gałęzi. Scout świecił, Nova oświetlała, Blitz czekał. Echo schodził powoli.
Ostatni metr. Zeskoczył. Blitz go złapał.
Stali we czwórkę pod dębem w ciemności. Bransoletki świeciły cicho.
— Przepraszam — powiedział Echo. — Zaczytałem się.
— Wiem — odpowiedział Scout. — Co tam znalazłeś?
Echo milczał chwilę.
— Dzienniki Vedy. Pisała latami.
— I? — zapytała Nova.
— I wiem, dlaczego Camo stworzył symbol czterech kół — powiedział cicho Echo. — Ale to jego historia. Niech sam wam powie.
Nikt nie naciskał.
Echo popatrzył na drużynę. Na Scouta, Blitza, Novę. Przybiegli po niego w nocy. Martwili się. Tak samo jak Veda martwiła się o Camo.
— Muszę iść do Camo.
Zielony kamyk w jego kieszeni zrobił się ciepły.
{# --- Separator --- #}Wyjął kamyk. Pulsował spokojnym, zielonym światłem. W drugiej ręce trzymał swoje pióro — to samo, którym pisał w dzienniku od pierwszego dnia. Kamyk powoli przylgnął do pióra i wtopił się w końcówkę. Pióro rozbłysło zielonym światłem.
Pióro Echo świeci zielonym światłem i rysuje na pancerzu żółwia świecące punkty — układają się w mapę Tropo z czterema Miejscami Mocy i ciemnym punktem Serca w środku.
Echo popatrzył na świecące pióro. Dotknął nim swojego pancerza. I wtedy pióro zaczęło rysować samo. Świecące punkty pojawiały się na skorupie jak gwiazdy na nocnym niebie.
Nova złapała go za ramię i obróciła.
— Echo... twój pancerz. Świeci!
Echo odwrócił głowę, ale nie mógł zobaczyć własnych pleców. Scout poświecił lupą i wszyscy zobaczyli. Świecące punkty przesuwały się i układały w mapę. Cztery miejsca. Biblioteka świeciła na niebiesko. Latarnia na pomarańczowo. Fontanna na fioletowo. Dąb na zielono.
— Cztery Miejsca Mocy — powiedział Scout. — Wszystkie obudzone. Ale jest jeszcze jeden punkt. W samym środku. Ciemny.
— Serce Tropo — powiedział cicho Echo. — Tam musimy iść następnym razem.
Echo popatrzył na dąb. Wielkie gałęzie, stara kora, liście szumiące na wietrze. Nic się nie zmieniło. Latarnia rozbłysła. Fontanna zaszumiała. Biblioteka otworzyła tajemnice. A dąb stał tak samo jak zawsze.
— On się nie obudził — powiedział Echo. — Bo on nigdy nie zasnął.
Scout popatrzył na drzewo.
— On cały czas tu był. Czekał, aż ktoś przyjdzie i przeczyta.
Wieczorem Echo poszedł do biblioteki sam. Położył dziennik Vedy na stole między nimi.
Cisza.
— Przeczytałem dziennik Vedy.
Camo popatrzył na dziennik i przez chwilę nie mógł oderwać od niego oczu.
— Wiesz, co napisała na końcu? „Camo nie przyszedł. Czekałam. Chyba nie przyjdzie."
Camo milczał.
— Czekała na ciebie — powiedział Echo cicho.
— Wiem — szepnął Camo.
— Dlaczego nie wracałeś?
Camo milczał.
— Nie powiem im, co przeczytałem. Sam im powiesz. Kiedy będziesz gotowy.
Camo popatrzył na niego. Pierwszy raz, odkąd go znali, oczy miał mokre.
— Dziękuję — powiedział cicho.
Echo już wstawał, ale Camo dodał:
— Wiesz, czego nie ma w dzienniku Vedy? Tego, jak wyglądali kiedy czekali. Ja tego nigdy nie widziałem. Wracałem, a tam puste krzesła. Ale ty widziałeś. Widziałeś ich twarze, kiedy przybiegli pod dąb.
Echo wyszedł z biblioteki. W domu otworzył swój dziennik — ten z pierwszego dnia. Znalazł stronę z rysunkiem symbolu czterech splecionych kół. Obok stał znak zapytania, który postawił pod dębem.
Skreślił znak zapytania. Obok napisał:
„Dzień 6. Cztery koła. Czterech przyjaciół. Splecione razem. Camo zrobił ten symbol, żeby nigdy nie zapomnieć."{# --- Separator --- #}
Potem otworzył dziennik Vedy. Na pierwszej pustej stronie, po „Dzień 103. Camo nie przyszedł.", napisał:
„Dzień 1 — nowy. Znalazłem ten dziennik w dziupli wielkiego dębu. Przeczytałem wszystko. Wiem, co się stało z waszą drużyną. Wiem, że Camo nie przyszedł. Wiem, że odeszliście. Chcę, żebyś wiedziała, Veda — on został. Cały czas tu był. Czekał na nas. Bardzo długo. Nie zmarnujemy tego."{# --- Separator --- #}
KONIEC ODCINKA 6
Drużyna TROPO wróci w: „Serce Tropo"
🐾 Misja dla Ciebie!
Poproś kogoś bliskiego o zeszyt albo notes. Od dziś to twój dziennik — jak dziennik Echo. Zapisz albo narysuj, co dziś było ważne. Co odkryłeś? Co poczułeś? Nie musi być dużo — nawet jedno zdanie albo jeden rysunek. A potem pokaż komuś bliskiemu — bo najlepsze historie są po to, żeby się nimi dzielić!