{# Sezon 2, odcinek 5: Pusta Półka #} {% from '_macros/image.html.twig' import picture %}

Góry pojawiły się trzeciego dnia marszu od rzeki. Najpierw jako cienie daleko przed nimi, potem jako zielone ściany z białymi czapkami śniegu. Ścieżka wiła się między sosnami, a powietrze pachniało żywicą i kamieniem.

Echo szedł i myślał o Vedzie. O jej dziennikach. O ostatniej stronie, o dniu sto trzecim i o pustych kartkach po nim. Na jednej z nich sam napisał: „Nie zmarnujemy tego.” Ale teraz, idąc pod górę z jej dziennikiem w torbie, zastanawiał się, czy to wystarczy.

{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-1

Drużyna wspina się po górskiej ścieżce między sosnami. Echo idzie z przodu z torbą przez ramię. Wokół zielone, strome góry, poranne słońce.

{% endif %}

— Echo, gdybym ja miał pancerz, to bym go zostawił w domu — wysapał Blitz. — Jak ty to dźwigasz?

— Pancerz jest lekki. Ciężkie są myśli.

— Jakie?

— Co powiem Vedzie.

— To, co napisałeś w dzienniku. Pisałeś ładnie.

— Dziękuję. Doceniam.

Za zakrętem zobaczyli miasteczko. Małe, mniejsze niż Tropo: kamienne domki z drewnianymi dachami, wąskie uliczki, dym z kominów. A na wzgórzu nad nim stała okrągła wieża, z oknami na każdym piętrze. Z jednego wystawała gałązka bluszczu, a z drugiego sznurek z suszącą się skarpetką.

Na drzwiach wisiała tabliczka. Echo przeczytał na głos:

„Biblioteka. Otwarta codziennie. Wejdź, jeśli chcesz. Zostań, jeśli potrzebujesz.”
{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-2

Kamienna wieża na wzgórzu — biblioteka Vedy. Wąskie okna, bluszcz, tabliczka na drzwiach. W dole małe górskie miasteczko. Ciepło i spokojnie.

{% endif %}

Drzwi były otwarte na oścież. A zza nich dobiegał hałas, jakiego nikt z drużyny się nie spodziewał: tupot, śmiech i dziesięć głosów naraz.

W środku stała sowa. Okrągła, brązowa, w zielonym swetrze, z okrągłymi okularami na łańcuszku. Przed nią piętrzyły się stosy książek, a wokół kłębiła się gromadka dzieci z plecakami.

{% if is_granted('ROLE_ADMIN') %} s2e5-img-3 {% endif %} {{ picture('images/stories/s2/veda.jpg', 'story_illustration', 'Veda — sowa w zielonym swetrze, z okularami na łańcuszku, skórzaną torbą przez ramię i zielonym piórem.', 'w-full h-auto block') }}

— Ta jest o smoku — mówiło jedno dziecko.

— A ta o grzybach!

— A ta mi wpadła do kałuży! Ale już wyschła! Prawie!

— Spokojnie, kochani — mówiła sowa i stemplowała kartę za kartą. — Po kolei. Najpierw ci, którzy oddają, potem ci, którzy biorą.

Veda podniosła głowę i zobaczyła ich na schodach. Okulary zsunęły jej się na czubek dzioba. Przez chwilę patrzyła na Echo, na Scouta, Blitza, Novę, a na końcu na Camo, który stał na ostatnim stopniu, blady, z laską w drżących łapach.

Nie krzyknęła. Nie zamarła. Poprawiła okulary.

— Dzień dobry — powiedziała spokojnie. — Dziś mamy Dzień Zwrotów i czternaście książek bez miejsca na półce. Camo, ten stos jest twój. Litera C, jak Camo. Chyba jeszcze ją pamiętasz. Reszta niech znajdzie sobie robotę. Kto z was lubi porządek?

— Ja — powiedział Echo.

— Strażnik Wiedzy — powiedziała Veda cicho. Spojrzała na jego pióro i zieloną bransoletkę. — Masz moje pióro.

— Mam twój kamyk — poprawił Echo. — Pióro jest moje. Kamyk był twój.

Veda uśmiechnęła się. Lekko, ale prawdziwie.

— Podoba mi się to rozróżnienie. Dobrze. Chodź, pokażę ci system.

Jedno z dzieci popatrzyło na pancerz Echo.

— Fajny pancerz!

— Dziękuję — powiedział Echo. — Mam go od urodzenia.

{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-4

Wnętrze biblioteki w Dzień Zwrotów. Stosy książek, dzieci z plecakami. Veda przy biurku stempluje karty. Echo na schodach z Scoutem, Blitzem i Novą. Camo za nimi z laską, z nieśmiałym wyrazem twarzy.

{% endif %}

System był prosty i genialny. Każda książka miała na grzbiecie dwie rzeczy: kolorową kropkę i literę. Kolor mówił, o czym jest książka: zielony o przyrodzie, niebieski o morzu, żółty o bajkach, czerwony o wynalazkach. Litera oznaczała pierwszą literę nazwiska autora. Na półkach książki stały według alfabetu, tak że każda miała swoje miejsce, jak pasażer w pociągu.

— Dzięki temu — powiedziała Veda — nigdy nie szukam książki dłużej niż minutę. Chyba że ktoś ją pożyczy i zapomni oddać.

— Albo zje nad nią kanapkę z miodem — powiedział Scout, który właśnie powąchał kanapę.

Wyciągnął spod poduszki grubą książkę o gwiazdach. Pachniała miodem i troszkę dziecięcym palcem.

— Skąd wiedziałeś? — zapytała Veda.

— Nos — powiedział Scout. — Zawsze zaczyna się od nosa.

Podzielili się robotą. Nova naoliwiła skrzypiący wózek na książki, który piszczał jak stare drzwi. Scout tropił zagubione książki po zapachu. Blitz woził książki między piętrami z ogromną prędkością, ale musiał robić to tak, żeby nie biec, bo w bibliotece się nie biega.

— To są zawody w szybkim chodzeniu — oznajmił i ruszył przez salę, kołysząc biodrami jak kaczka.

— Blitz, to wygląda jak ucieczka przed osą — powiedziała Nova.

— To jest TEMPO, Novo!

Echo szedł wzdłuż regałów z książkami w łapach i wkładał każdą na miejsce. Zielona kropka, litera B. Czerwona, litera K. Żółta, litera T. Wysoko, na samej górze regału, stała jedna książka, która wypadała z rzędu. Blitz zerknął na drabinę.

— Wchodzę! — zawołał.

— Nie wchodzimy na drabinę, jak nikt jej nie trzyma — powiedział Echo.

— CAMO! Potrzymasz? — krzyknął Blitz.

— Ja? — Camo drgnął, rozejrzał się i pokiwał głową. — Dobrze. Trzymam drabinę, a po książkę niech wejdzie Veda. Ona wie, gdzie ją postawić.

Veda weszła po drabinie szybko, z wprawą kogoś, kto robi to od lat, i odłożyła książkę na miejsce.

{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-5

Blitz w „szybkim chodzeniu” kołysze biodrami, popychając wózek z książkami. Nova z oliwiarką przy kole wózka. Scout z nosem przy kanapie, Veda stoi na drabinie, a Camo mocno ją przytrzymuje.

{% endif %}

Pod wieczór na stole została jeszcze jedna kupka książek, oznaczona karteczką: „Na górę”. Echo wziął ją i poszedł po krętych schodach na sam szczyt wieży.

Na ostatnim piętrze były tylko jedne drzwi. Wisiała na nich mała drewniana tabliczka: „Pokój Sowy”.

Echo postawił książki na podłodze. Nie wszedł. Zapukał.

— Proszę — powiedziała Veda za jego plecami. Szła za nim po schodach. — Dobrze, że zapukałeś. Tu nie przychodzą goście. Ale ty możesz.

Pokój był mały i okrągły. Okno, fotel, lampa, i jedna półka, na której stały same dzienniki. Zielone, w takich samych okładkach jak ten, który Echo niósł w torbie. Na każdym grzbiecie była liczba i jedno słowo, wypisane jej drobnym pismem: „2. Droga”, „3. Góry”, „4. Wieża”, „5. Wieża”, „6. Wieża”…

Echo stanął przed półką. Przez cały dzień układał na dole książki po kolei i teraz od razu to zobaczył.

— Zaczynają się od dwójki — powiedział.

Na samym początku półki była pusta przerwa, szeroka na jeden dziennik. Czysta, bez grama kurzu. Na brzegu, na małej karteczce, napisano: „1. Tropo”.

— Brakuje pierwszego — powiedział Echo. — Wszystkie stoją w porządku, tylko tu jest dziura. I ktoś ją odkurza.

— Nikt poza mną — powiedziała Veda.

— To miejsce czeka.

— Tak — powiedziała Veda. — Wiesz, co jest dobrego w porządku? Że od razu widać, czego brakuje. W bałaganie nie zauważyłbyś pustego miejsca. Tutaj świeci jak lampa.

Echo wyciągnął z torby zielony dziennik. Położył go obiema łapami na jej skrzydłach.

— Znalazłem go w dziupli wielkiego dębu — powiedział. — Za drzwiczkami z rzeźbioną sową. Przeczytałem wszystko. Do dnia sto trzeciego i dalej. Na pierwszej pustej stronie po twoim ostatnim wpisie coś napisałem.

Veda otworzyła dziennik. Okulary zaparowały jej od razu, więc zdjęła je i przetarła swetrem. Przeczytała:

„Dzień 1 — nowy. Znalazłem ten dziennik w dziupli wielkiego dębu. Przeczytałem wszystko. Wiem, że drużyna odeszła i że Camo nie przyszedł. Chcę, żebyś wiedziała, Veda: on został. Cały czas tu był, bo czekał na nas. Nie zmarnujemy tego.”

Czytała długo, chociaż to było kilka linijek. Potem zamknęła dziennik i przycisnęła go do piersi.

— Nie zmarnowaliście — powiedziała cicho. — Dziękuję, Echo.

Wsunęła dziennik w pustą przerwę na początku półki. Pasował idealnie.

— Zostawiłam go w Tropo, bo myślałam, że ten rozdział się skończył — powiedziała. — A on po prostu czekał na kogoś, kto dopisze dalszy ciąg.

Postała chwilę przed półką. Potem wyjęła dziennik z powrotem.

— Weź go — powiedziała. — Wypożyczam ci go. Pisz w nim dalej. Kiedy zapiszecie ostatnią stronę, przywieź mi go na tę półkę.

Wyjęła z kieszeni swetra drewniany stempel z wyrzeźbioną na spodzie sową i odbiła go na wewnętrznej stronie okładki. Obok dopisała: „Wypożyczono: Echo, Strażnik Wiedzy. Termin zwrotu: kiedy zapiszecie ostatnią stronę.” A potem wsunęła mu stempel do łapy.

— To też zabierz. Kiedyś w Tropo otworzycie bibliotekę dla dzieci, tam, gdzie Camo ma swoją. Ta biblioteka będzie potrzebowała pieczątki.

{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-6

Mały okrągły pokój na szczycie wieży. Veda wsuwa zielony dziennik w pustą przerwę na początku półki pełnej takich samych dzienników. Echo stoi obok. Przez okno widać góry o zmierzchu.

{% endif %}

Wieczorem, kiedy dzieci rozeszły się do domów, Veda poprosiła Camo, żeby pomógł jej zgasić lampy.

— Ta wieża ma czterdzieści lamp — powiedziała. — Sama zgaszę je dopiero o północy. Chodź.

Camo spojrzał na drużynę. Skinęli mu głowami. Poszedł za Vedą po schodach, jedno piętro, drugie, trzecie. Drużyna zajęła się kolacją, ale co jakiś czas wszyscy zerkali na schody.

Echo wniósł na górę talerz zupy dla Vedy. Zatrzymał się przed drzwiami trzeciego piętra. Słyszał głosy.

— Nie musisz przepraszać — mówiła Veda.

— Muszę — powiedział Camo.

— Nie. Wystarczy, że przyszedłeś. My nie czekaliśmy na przeprosiny. My czekaliśmy na ciebie.

Camo nic nie powiedział. Echo wiedział, że są rozmowy, które dwie osoby muszą odbyć same, bez publiczności. Postawił talerz przed drzwiami, cicho zszedł po schodach i usiadł na stopniu.

Lampy gasły jedna po drugiej. Dopiero kiedy zgasła ostatnia, Camo zszedł na dół razem z Vedą. Oczy miał mokre, ale szedł prosto, a Veda trzymała go pod rękę.

— Dobranoc — powiedział Camo drużynie. Głos miał ochrypły, ale spokojny.

Na jego policzkach błyszczała zieleń. Ciemna, prawdziwa, taka jaką widziało się na starych zdjęciach.

Rano Veda stała przed wieżą. Dzieci z miasteczka już biegły ścieżką pod górę z plecakami.

— Wiem, że chcielibyście, żebym wróciła do Tropo — powiedziała Veda do Echo. — Ale moje dzieci potrzebują swoich historii. Za to przyjadę do Tropo, kiedy otworzycie waszą bibliotekę. Chcę zobaczyć, jak stoją książki.

— Alfabetycznie — powiedział Echo.

— Z kropkami — dodała Veda.

Popatrzyła na Camo.

— Camo.

— Tak?

— Wracaj do swoich.

Camo uśmiechnął się, szeroko i prawdziwie, tak jak się uśmiecha ktoś, kto nie ma już nic do ukrycia.

{# Placeholder until the illustration exists — visible to admins only #} {% if is_granted('ROLE_ADMIN') %}
s2e5-img-7

Piątka schodzi górską ścieżką. Za nimi wieża biblioteki na wzgórzu, Veda stoi w drzwiach i macha, a obok niej gromadka dzieci. Poranne słońce oświetla góry.

{% endif %}

Schodzili z gór. Scout prowadził nosem, Blitz miał kompas, Nova narzędzia, a Echo dziennik i pieczątkę z sową. Camo szedł pośrodku. Nie z tyłu i nie z przodu. Pośrodku.

Tej nocy Echo zapisał w dzienniku Vedy, na następnej pustej stronie:

„Wieża Vedy. W bibliotece Vedy każda książka ma kropkę i literę, a na półkach stoją w kolejności. Dzięki temu widać od razu, czego brakuje. W Pokoju Sowy dzienniki Vedy zaczynały się od dwójki, a na pustym miejscu była karteczka „1. Tropo”. Nasz dziennik pasował idealnie. Veda pozwoliła mi pisać w nim dalej i dała mi pieczątkę z sową. Obiecałem, że w naszej bibliotece książki będą stały w porządku. Z kropkami.”
{# ===== KONIEC ===== #}

KONIEC ODCINKA 5

Drużyna TROPO wróci w: „Droga Do Domu”

{# ===== MISJA DLA CZYTELNIKA ===== #}

🐾 Misja dla Ciebie!

Ułóż swoje książki albo zabawki w rządku według jakiejś zasady, na przykład według koloru. Poproś dorosłego, żeby schował jedną, kiedy nie patrzysz. Czy od razu widać, której brakuje? Uporządkowane rzeczy same pokazują puste miejsca!